Cześć, jestem tomek

Fotograf z pasją do światła

Zatrzymam dla Ciebie najpiękniejsze momenty – te, które mówią więcej niż słowa. Każde zdjęcie to historia, którą opowiadam za pomocą światła i emocji.

Moja historia

Nie będzie nudy, obiecuję!
Słowem wstępu

Mam trzydzieści jeden lat, choć za każdym razem muszę sobie to powtórzyć, żeby uwierzyć. Z zawodu jestem inżynierem mechanikiem – projektuję maszyny, głównie w godzinach 8–16, bo tak podobno działa dorosłość.

Na co dzień mieszkam w Bydgoszczy, jestem szczęśliwym mężem i psim tatą. Rodzina jest dla mnie zawsze na pierwszym miejscu. Żona to największe wsparcie, inspiracja, źródło motywacji i odwagi. Przyznaję, żę kiedyś nie do końca rozumiałem fenomen psów. Dopóki jeden z nich nie nauczył mnie, że między człowiekiem a psem może wydarzyć się coś naprawdę wyjątkowego. I przepadłem, od tamtego czasu nie wyobrażam sobie domu bez futra. 

Sprinterskie zapędy

Moją pierwszą prawdziwą pasją.. był sport. Lekkoatletyka. Sprint – 100 i 200 metrów. Przez lata myślałem, że to właśnie będzie moja droga. Miałem momenty, w których wychodziło mi  wszystko, czego się dotknąłem. Starty, sukcesy, medale, stypendia, wyjazdy, zagraniczne zawody… Pasmo świetnych wyników. I ogromna satysfakcja.

Ale sport zawodowy to naprawdę ciężki kawałek chleba. W końcu przyszły kontuzje. I dość brutalne zderzenie z realnym życiem – tym, w którym trzeba było zacząć zarabiać, a nie dokładać do realizacji ulotnych marzeń.

Zająłem się projektowaniem maszyn – inżynierska robota, dużo precyzji, jeszcze więcej cierpliwości. To nie jest już zajęcie z wielką sceną i brawami, ale daje satysfakcję.

Fotopoczątki

Moja przygoda z aparatem zaczęła się w sumie od targania na szyi lustrzanki w Tatrach, żeby moja druga połówka miała lżej. Czasem zrobiłem jej jakieś zdjęcie, bo od zawsze to lubiła. No a potem słuchałem jakie jest złe, bo to i tamto powinno być inaczej, tu coś uciąłem, tam nieostre, tutaj znowu krzywe. Cierpliwie tłumaczyła, pokazywała.. i kolejne wychodziło mi już trochę lepsze. A potem pojawiły się już takie nawet znośne. Trochę to polubiłem, trochę chciałem zrobić naprawdę dobre zdjęcie, a trochę czułem presję, która zaczęła motywować. Od tego czasu aparat był zawsze w pobliżu, ale nie w sposób, który pozwalałby nazwać to pasją. 

Punkt zwrotny

A kiedy zacząłem patrzeć na zdjęcia dużo świadomiej? Zaczęło się w kwietniu 2021. Na ukochanej Maderze. Poznałem tam dwójkę fantastycznych ludzi, którzy wykonali nam obłędną sesję poślubną. Zobaczenie siebie w takiej wersji, na zdjęciach wykonanych przez farmaceutów.. otworzyło mi głowę. Zasiało jakieś takie ziarenko chaosu w dość poukładanym życiu. Zacząłem patrzeć na zdjęcia innych dużo bardziej świadomie, analizować co mi się w nich podoba.. I tym sposobem kolejny wyjazd przyniósł zdjęcia, które.. zyskały pochwały ludzi na których się wzorowałem. Powoli nabierałem wiatru w żagle. Poczułem to, polubiłem, chciałem więcej. 

fotograf Tomasz Kluczyński na tle zachodzącego słońca w Turcji
roześmiany fotograf Tomasz Kluczyński na tle zachodzącego słońca na plaży
Podróżnicze zachwyty

Zbiegło się to z dotarciem do punktu, w którym w końcu mogliśmy sobie pozwolić na realizację podróżniczych marzeń. Zaczęły się urlopowe wschody i zachody w pięknych miejscach. Szukanie najlepszych kadrów, polowanie na światło i coraz większa satysfakcja z efektów. Właśnie na szlakach, plażach i w górach powstały zdjęcia, z których do dziś jestem najbardziej dumny. W 2023 roku po tygodniowym biwakowaniu na Islandii poczułem, że ta 11-letnia lustrzanka przestała wystarczać, zaczęła ograniczać. Dość spontaniczna wymiana sprzętu, pierwsze testy, jeszcze jeden wyjazd urlopowy… I po raz pierwszy pojawiły się myśli, ze fajnie byłoby za aparat złapać częściej niż na urlopach.

A jak do tego doszło?

Pierwsza wizyta w studio? Zrobiliśmy sobie rodzinne zdjęcia świąteczne – wyszło pięknie. Potem sesja wizerunkowa dla żony. Jeszcze lepiej. Ale nadal brakowało odwagi, pomysłu na siebie, zapalnika. I wtedy Fach Studio Bydgoszcz ogłosiło event fotograficzny – Portfolio Day. Przeklikałem relację, odłożyłem telefon. Ale nagle pojawiła się natrętna myśl w głowie:
„A co, jeśli to właśnie to? Jeśli na to właśnie czekałeś?”

Zapisałem się. Założyłem fotoprofil na Instagramie. Poszedłem tam, cały w stresie, niepewny co z tego wyjdzie. A wychodząc wiedziałem już jedno.. wyważyłem te pierwsze drzwi z hukiem. Dalszą historię piszę już zdjęciami. 

5 rzeczy, których o mnie nie wiesz

fotograf Tomasz Kluczyński na tle zachodzącego słońca w górach

Jak Pracuję?

W pracy z aparatem łączę dwa światy — głowę inżyniera i serce fotografa. Z jednej strony lubię, kiedy wszystko jest dobrze zaplanowane: miejsce, światło, styl, godzina. Z drugiej — wiem, że w fotografii najważniejsze są emocje, momenty i autentyczność. I na to zawsze zostawiam przestrzeń.

Uwielbiam naturalne światło, złotą godzinę i miejsca, które mają klimat. Ale równie dobrze czuję się w przestrzeni studyjnej, gdzie każdy detal można dopracować do perfekcji. Nie mam jednego stylu, który narzucam. Zawsze staram się dopasować do osoby przed obiektywem. Zobaczyć, co w niej siedzi. Co chce pokazać – lub czego może jeszcze sama nie odkryła.

Jestem osobą otwartą i uważną — szybko łapię kontakt, rozluźniam atmosferę, tłumaczę, pomagam, wspieram. Na sesji nie musisz niczego „umieć” — to ja jestem od tego, żeby pokazać Cię najlepiej jak potrafię.
Dużo rozmawiam, jeszcze więcej słucham i naprawdę chcę, żebyś dobrze się czuł_a.

Przewijanie do góry